2007-03-08 23:21:07 >> ŻYJĘ!!!!

Tytuł to rzecz jasna odpowiedź na kilka komentarzy pod poprzednią notką, garść maili i ze 3 woreczki po mleku zapytań na gg. Jestem wzruszony, że mimo mego ponadrocznego blogowego niebytu wciąż ktoś o Maryjanie jednak pamięta, a nawet się o mnie martwi. Gdyby nie to, że serce mam zimne i twarde, to wzruszyłbym się naprawdę, a nie tylko tak napisał.
Po głębokich przemyśleniach między wchłonięciem rolady a popiciem jej mlekiem, postanowiłem dziś bloga mego wskrzesić, zobaczyć ilu wiernych czytaczy, mimo straconych swych nadziei, jeszcze tu zagląda, no i co najważniejsze sprawdzić czy jeszcze potrafię stronę tekstu, albo pół, w kilkanaście minut spłodzić. Jako że kompletnie nie pamiętam co w 2005 roku tutaj nawypisywałem, a czytać tego nie jestem w stanie, bo wiem, że by mnie szlag trafił, o wybaczenie prosić chciałem za wszelkie nieścisłości, rozbieżności, a nawet ewidentne kłamstwa (stare lub nowe). Przecież chyba nikt nie wierzy, ze piszę tutaj zawsze prawdę i tylko prawdę. To znaczy znam takich co wierzą, i po przeczytaniu tych bredni moich całą listę zarzutów mi przedstawiali i karać za nie chcieli. No ale to mam nadzieję margines. Po tym przydługim i nudnawym wstępie przejdę może w końcu do meritum, choć nie wiem czy mi się uda. Z wprawy jednak wyszedłem. To raz. A dwa to to, że u mnie nigdy meritum nie było, tylko samo ględzenie.

Z przedawnionych newsów to chyba to, że Maryjan ma w końcu jakieś wykształcenie. Nie jestem już tylko po liceum, czyli po niczym, ale w końcu mogę sobie przed nazwiskiem trzy literki postawić. Bez kropki oczywiście. Ze zdobyciem tytułu było rzecz jasna kłopotów nieco, ale to już temat na zupełnie inną bajkę i póki co zagłębiać się w te rejony maryjanowej historii nie mam zamiaru. Muszę się jednak pochwalić, że urzeczywistniłem coś nierealnego - zrozumiałem w końcu temat pracy mojej, i co więcej - mogę o nim długo dyskutować. Długo tzn ok. 10 minut z laikiem, 3 minuty ze specjalistą, bo on szybciej wykryje, że bredzę lub jedną minutkę z promotorką - ona wie, ze nic nie wiem. Jak się można łatwo domyślić wiedza zdobyta w czasie zgłębiania tajemnic zawartych w temacie pracy na nic więcej mi się nigdy nie przyda, no ale od tego są przecież prace magisterskie.

Druga najważniejsza rzecz, to znaczy pierwsza najważniejsza, ale piszę o niej jako o drugiej, tak dla zmyły, to to że zamieniłem Świnkę na Szczeniaczka. Zamiana doskonała, niosąca ze sobą ogromne ilości pozytywnych wpływów, ale jako, że jestem z natury wstydliwy, nieśmiały i łatwosięzawstydzający, to o sprawach intymnych napiszę może innym razem, jak słowa odpowiednie bardziej bezproblemowo do łba przychodzić będą.

Sprawa trzecia - po zdobyciu, po pięciu latach mordęgi, wyrzeczeń, hektolitrach wylanego potu i wypitego alkoholu, trzech literek, udało mi się prawie bez trudu znaleźć pierwszą w życiu Maryjana robotę. Pracodawca zaraz na początku popełnił wielki błąd źle mnie i moją przydatność oceniając i zrobił ze mnie kierownika zakładu produkującego wyroby akcyzowe zharmonizowane. No ale to jego sprawa, że się na ludziach nie zna. Dzięki robocie mam ciągły kontakt ze śmierdzącym czosnkiem, serem i niezmienianymi skarpetami celnikiem, z dwoma brygadami pracowników fizycznych, uwielbiającymi układać na komputerach pasjanse oraz z uroczą pracownicą biurowo-administracyjną, która zanim cokolwiek zrobi pyta mnie o poradę minimum trzy razy. Tak sobie spokojnie żyjemy razem od 7 do 15 w naszej małej budce, dzieląc się radościami i smutkami. I byle do pierwszego.

Na pierwszy raz od półtora roku chyba starczy. Liczę, że za jakiś czas znów się wdrożę i stanę się mniej czytaczy mych usypiający. Tymczasem sam usypiający jestem, kończę więc i do łóżeczka mego wysłużonego się udaję.
Dobranoc, niech się Wam larwy much przyśnią.

ps1. Boję się, że z powodu sytuacji w kraju naszym i pod wpływem wielkiego Irasiada blog mój może niebezpiecznie zboczyć (uwielbiam to słowo) w stronę bloga politycznego, jeśli więc jakieś, najmniejsze nawet, niebezpieczne symptomy owej zmiany zobaczycie, proszę mnie ostro i zdecydowanie w komentarzach podnotkowych naprostować.

ps2. Jak tak teraz patrzę to ten cyc jest obrzydliwy i postaram się go jak najszybciej zmienić na coś bardziej apetycznego. Jakieś propozycje ?

ps3. Miałem napisać jeszcze jakieś ps3. ale zapomniałem co miało zawierać.

skomentuj (12)




2005-05-10 15:00:26 >> Ha!

Na nic Maryjan biedny nie ma ostatnio czasu. Uczelnia, życie towarzyskie, życie intymne, książek czytanie, muzyki słuchanie, świń karmienie, dzieci usypianie i takie tam.. Nawet notki nie miałem kiedy napisać. Teraz powinienem planowo pisać sprawozdania na zajęcia, bo mam ich 7 zaległych, ale tak tego nienawidzę, że już wolałem trochę pomaryjanić.
Wczoraj odwiedziłem mą babcię w szpitalu. Przez całe jej dłuuuugie życie jest w placówce zdrowia bardziej zaawansowanej technicznie niż wiejska przychodnia pierwszy raz i z tego też powodu przeżywa stres ogromny. Przez 2 godziny odwiedzin słyszałem z 50 razy, że teraz to już pewnie umrze w ciągu tygodnia, że ma kilkadziesiąt guzów na wszystkich najważniejszych organach, tylko lekarze nie potrafią ich wykryć, że nawet racje żywnościowe dostaje takie jak dla umierających. Jakoś tłumaczenia, że poszła tam tylko i wyłącznie w celu przeprowadzenia badań, kompletnie do niej nie docierają. Jest w szpitalu od soboty, a wypytywała mnie o wszelkie aspekty życia, jakbyśmy się pół roku nie widzieli. Nie potrafi docenić tego, że może bez konsekwencji przez tydzień poleżeć i kompletnie nic nie sam bym się chętnie trochę wyszpitalował. No jakby oczywiście inaczej karmili, bo jak zobaczyłem salceson jaki dostała na kolację to niemal uwierzyłem że chcą ich tym żarciem wykończyć. Jakoś gdy widzę salcesony to mój żołądek automatycznie chce się wywinąć na drugą stronę. Tak samo mam z flakami i cynaderkami.. Na pożegnanie babcia się popłakała, powiedziała, że pewnie się już nigdy nie zobaczymy, i że chce byś skremowana i rozrzucona na polach wioski rodzinnej. Już się nie mogę doczekać wizyty jutrzejszej...
W weekend byłem na imprezie w celu sponiewierania swego wielkiego cielska. Plan wykonany połowicznie. Wypiłem więcej niż zwykle, mieszałem co się tylko dało, ale efekty w postaci splątanego języka i utraty władzy w kończynach dolnych się nie pojawiły. Ja nie wiem.. to wina tego żem coraz starszy i uodporniony ? Najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, że na imprezie owej nie było nikogo z mojej kompaniji, która, co wielokrotnie im powtarzałem, działa na mnie wymiotnie, tzn. wszystkie imprezy na których jesteśmy razem kończę zamroczony i zeszmacony, natomiast gdy ich brak, mogę się starać z całych sił, a nic z upijania i zarzygiwania łazienki, tudzież parapetów sąsiadom, nie wychodzi. Sęk w tym, że nie mogę ich wszędzie ze sobą brać, bo opowiedzieliby tym którym nie powinni, szczególnie mojej śwince, wszystkie kompromitujące historie, a Maryjan musi przecież twarz zachować, choć wśród części znajomych.. Następnym razem sprawdzę jaki wpływ na mą formę alkoholową będzie miało zdjęcie kompaniji w tylnej kieszeni spodni. Mam tylko nadzieję, że od trzymania ich na dupie nie dostanę tego co po maślance i ogórkach kiszonych. W przedniej kieszeni to dopiero się boję ich trzymać...
W ostatniej notce nie zdążyłem podzielić się mymi refleksjami po odejściu z tego świata „największego Polaka”. Ponieważ nie pamiętam co chciałem poprzednio napisać, dziś postanowiłem popełnić króciutki utwór rymowany, coby można było powiedzieć, że blog Maryjana to sama poezja.

Jan Paweł II (drugi) – Wojtyła Karol
Zagiął był w końcu na siebie parol.
Stawał w przeciągu, w otwartym oknie,
Nic nie zważając, zmarznie, czy zmoknie.
Chciał tym gawiedzi z Polski dogodzić,
Bo przychodzili pod okno młodzi
I starzy ludzie, żeby się w kraju
Mogli pochwalić że Papę znaju.
W oknie w dzień chłodny Karol więc stanął,
Pomachał ręką, i zaraz rano
Wraz z sekretarzem udać się musiał
W kliniki progi. Tam jadał, siusiał,
Modlił się, drzemał tygodnie całe.
W kraju w tym czasie napięcie małe
Wzrosło ogromnie, bo Polak każdy
Papę miłuje bardziej niż gwiazdy.
Słali rodacy do nieba żale,
Barkę śpiewali i noce całe
Różańce, brewiarz, klepali zdrowaśki,
Byle ich Papa doznał Bożej łaski.
Łaski nie doznał i poszedł Karol
Do Ojca swego zarządzać farą
Niebieską. Wtedy wielka histeria
Polskę objęła. Różne misteria,
Marsze, modły, koronki, czuwania
Płacz, szloch, rzężenie i narzekania.
Żałoba teraz nad naszym krajem
Będzie panować przez lata całe.
Wszędzie pomniki, kopce, place,
Fundusze w niedziele dane na tace
Będą ku czci Papy Naszego
Nic więc nie będzie w tym już dziwnego,
Że kiedyś kraj nasz nazwą na nowo
Mianem przepięknym: Janowo Pawłowo.

Tym optymistycznym akcentem żegnam na dni kilka moich kochanych czytaczy.
skomentuj (19)




2005-04-29 11:34:54 >> Notka poświąteczna.

No więc tak jak obiecałem odzywam się. Wprawdzie 3 tygodnie po świętach, i to nie tych, po których miałem, ale jednak. Liczy się fakt i pod żadnymi piszczącymi protestami się nie ugnę. Przeglądnięte przed chwilą statystyki wprost pokazały mi, że wszyscy moi kochani czytacze poszli sobie innych Maryjanów podczytywać, pałam jednak nadzieję, że wrócą.. No bo kto to widział, żebym po czterech miesiącach nieobecności miał tylko 11 odwiedzin dziennie..
Przez te miesięcy parę w życiu Maryjana zmian wiele zaszło, działo się dużo i dzieje nadal, a jako że chyba wyszedłem z wprawy w notek pisaniu to pozamęczam Was, moi kochani czytacze, wspominkami. Fakty te nie będą uszeregowane chronologicznie, według hierarchii ważności i zgodnie z żadnymi innymi kryteriami.
23 (czyt. dwadzieścia trzy) lata temu, gdy tylko Maryjan pierwszy raz na świat oczyma swymi pięknymi spojrzał i zobaczył dookoła tylko płyny ustrojowe matki i sapiące kobiety w bieli, wiedział że przyszedł na świat singlem. Wraz ze wzrostem jedynie utwierdzał się w tym przekonaniu – pisane jest mu życie w samotności. Aż tu taka heca się była zdarzyła, że spasiony kurdupel z łukiem i strzałkami trafił Maryjana w jego zimne, kamienne i puste serducho. Stanęło się to w pierwszych dniach roku obecnego, mroźnego wieczora w najmniej spodziewanej chwili. Jako, że wciąż byłem po świątecznym obżarstwie oraz sylwestrowym grypowaniu osłabiony, więc specjalnie się nie broniłem i od tego czasu jestem szczęśliwym mężem. Przyszłość w formie sparowanej mam już zaplanowaną do najdalszej starości, tj. gdzieś do 40-stki, pozostaje więc jedynie plany wszystkie konsekwentnie realizować. Aha.. zapomniałem się pochwalić, że na jednym ogniu upiekłem dwie pieczenie – poza znalezieniem sensu w życiu, którego zresztą nigdy nie szukałem, znalazłem lekarza rodzinnego. Czas wspólny upływa nam sielankowo i nie mam zamiaru się w tym publicznym miejscu uzewnętrzniać, bom nieśmiały i wstydliwy. Powiem tylko, że poza obcowaniem cielesnym mamy czas na obcowanie duchowe, kulturalne, sportowe i inne tego typu pierdoły, które są konieczne żeby siły zregenerować.
Mieszkanie samotne poszło się pierdolić. Zajmowałem się remontem przez miesiąc, pilnując roboli i każdą niedoróbkę wytykając. Następnie przez 2 miesiące sprzątałem, bo choć trudno w to uwierzyć, burdel był tam większy niż na moim biurku i parapecie razem wziętych. Jak już połowę rzeczy przeniosłem, zamówiłem firmę przeprowadzkową, żeby mój instrument najważniejszy (no prawie ;) ) przetransportować, to przyjszła babcia moja najukochańsza, sponsorka całej tej imprezy i poinformowała, że właściwie to był taki psikus z jej strony, nie mogę się przeprowadzić bo bym przecież szybko umarł i takie tam pierdoły. Pewnie nie podejrzewała, że potrafię wydać z siebie taki głośny dźwięk, więc po mej reakcji spontanicznej struchlała i widziałem ją od tego czasu dwa razy. Dla odkupienia win zafundowała mi nowego komputra, ale i tak jej tego nie zapomnę... Psiuksy to my, a nie nam !!
Uczelnia jak zwykle nie pozwala mi się nudzić a nowy semestr, po którym wiele się spodziewałem w kwestii uzupełnienia niedoboru czasowego, okazał się równie rozczarowujący jak każdy poprzedni. Wykładowcy nowi, jak zwykle normalni inaczej, no ale że jestem megaelastryczny, to też przyzwyczaiłem się wprost perfekcyjnie. Najbardziej lubię pana profesora, który sepleni tak, że nie można nic zrozumieć, mówi tak, że nie można nic usłyszeć, i pisze na tablicy wzory tak, że nie można nic odczytać. A na dodatek wykłada przedmiot którego za cholerę nikt nie potrafi zrozumieć. Pisząc „nikt” mam oczywiście na myśli osoby o prawidłowym podejściu do studiowania, nie spędzające każdej wolnej chwili w czytelni i nie poświęcające czasu przy kuflu bezalkoholowego soczku na rozmowy o poziomach energetycznych molekuł heteroatomowych.
Miałem przyjemność w tym semestrze po raz pierwszy w swej karierze zdawać egzamin komisyjny, no bo w końcu student bez komisa, to jak żołnierz bez sikawki. Pan profesor stwierdził, że chyba jestem gejem, skoro chcę się z nim jeszcze w przyszłym roku spotkać na powtórnym egzaminie i dał mi gnój pałę. Cóż.. za rok mu dopiero pokażę.
Ludzie zaczęli mieć problemy z rozpoznawaniem Maryjana na ulicy. Wystarczyło obciąć się na łyso, kupić czarną skórę i znajomi od razu przestali się do mnie przyznawać. Ja wiem, że mam wzrok mordercy i teraz wyglądam jakbym bieżył na jakieś tajne spotkanie grupki skinów planujących napad na pociąg pełen kibiców Arki Gdynia, no ale bez przesady.. Przecież ja jestem niegroźny i wszystkich wokół miłujący.
Zostało mi do opisania jeszcze kilka akapitów, szczególnie w związku z odejściem papy (nie do krycia dachów), ale nadeszła już pora, gdy muszę zebrać dupę, wskoczyć do wanny, a potem pognać do mojej świnki, więc zostawiam sobie dalszą część zwierzeń na raz następny. Wierzę, że nastąpi to w przeciągu kilku dni, a nie miesięcy. I tym optymistycznym akcentem chciałem Was wszyscy moi mili, nieliczni już czytacze pożegnać.
skomentuj (10)




2004-12-24 12:38:19 >> Wesołych świąt moi drodzy


skomentuj (27)




2004-12-13 21:13:50 >> Pierdu pierdu

Ha! Jeszcze żyję, choć może bardziej adekwatne byłoby słowo wegetuję. Ostatni tydzień tał mi ostro w kości, ale dzięki niebywałej przebiegłości, mądrości i sprytowi poradziłem sobie ze wszystkimi problemami i mogę znów coś tu naskrobać. Ale może po kolei..
Remont przebiega sprawnie, ale chyba nie tak sprawnie jakbym sobie tego życzył. Planowałem przeprowadzać się w tygodniu przed świętami, ale panowie fachmani się opieprzają i wszystko się opóźnia. Nie tracę jednak nadziei na szczęśliwe rozwiązanie, bo po tym jak w sobotę łaskawie opierdoliłem kafelkowców i obcięciem honorariów zagroziłem, nagle przybyło im sił i energii i dziś zrobili tyle, co przez 3 dni. Myślałem, że opieprzenie dwóch facetów w wieku mego ojca będzie sytuacją niezręczną i mogącą zafundować mi dylematy moralne i sumienia wyrzuty, tymczasem okazało się, że to niesamowicie zabawne i odprężające. Chyba urodziłem się by rządzić, wydawać rozkazy, a w razie potrzeby wymierzać kary. Są jacyś następni chętni ?
W mieszkanku Maryjan ma już zainstalowany internet, szybszy niż obecnie, oraz kablówkę z ilością kanałów o zawroty głowy przyprawić mogącą. Wszelkie rozterki i niepewność czy przeprowadzka owa jest mi potrzebna odeszły w niepamięć, teraz niczym deszczu kania czekam aż z gniazdka wyfrunę. Mam tylko jeden problem.. jak tu urządzić parapetówkę, żeby nie trzeba było od nowa mieszkania remontować. Ale od czego mój wielki łeb.. pewnie cosik jeszcze wymyślę.
Okres fascynacji słodyczami już mi minął. Powtórnie na widok czekolady mam mdłości i jest mi z tym bardzo dobrze. Niestety w przyrodzie istnieje równowaga, więc teraz szaleję za zapuszkowanymi filetami śledziowymi w sosie pomidorowym z pobliskiego sklepu o swojskiej nazwie Lidl, które pożeram w ilościach ogromnych i nigdy nie mam dość. Klawiaturę mam już cała pomidorami zachlapaną, a po wejściu do domu wraz z pierwszym wdechem ma się wrażenie, że jest się w zakładzie przetwórstwa rybnego. Ale co tam, namiętności i pociągowi (do śledzi) nie można odmawiać..
W piątek (a może sobotę.. nie pomnę) wypiłem piw kilka z kolegą blogującym z Pomorza przybyłym, a mianowicie z ramirem oraz jego przyjacielem bliskim niezmiernie, który i mi bliski z pewnych względów się okazał. Nie będę pisał czy było fajnie, bo on u siebie jeszcze nie wkleił notki zalety osoby mej skromnej wychwalającej, więc nie wiem czy mi się podobało czy nie. Jak poczytam to zdecyduję. W każdym bądź razie, po dość długim okresie abstynencji alkoholowej, po pięciu piwach spiłem się strasznie i nie protestowałem, gdy byłem w centrum Katowic w pozach dwuznacznych oraz nieprzyzwoitych obfotografowywany. Zdjęć jeszcze nie widziałem i jedynie to tłumaczy dlaczego jestem w stanie spokojnie notkę popełnić.
Ponieważ jestem leniem wstrętnym, zamiast pisać jeszcze ze dwa akapity, postanowiłem oblicze me po raz kolejny ujawnić i przed chwilą wykonaną fotografię wkleić. Pozostawiam ją bez komentarza.. 

skomentuj (26)

 


Maryjanowa ksiega

2007
marzec
2005
maj
kwiecień
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik

gg:5919937

Napisz do Maryjana